
Co tu znajdziesz
Testy zabudów kamperowych, namiotów dachowych i akcesoriów wyprawowych. Relacje z tras – od Bieszczad po Maroko. Poradniki techniczne, instrukcje, FAQ. Nowości produktowe i informacje o targach.
O nas
OFFLANDER to ekipa, która projektuje sprzęt wyprawowy i sama z niego korzysta. Bazujemy w Gliwicach, jeździmy po świecie. Każdy nasz produkt przechodzi testy w terenie – na Bałkanach, w Maroku, na Kaukazie, w polskich Bieszczadach.
travelcampexplore
Kraina Drakuli – jedenaście dni off-roadu przez Transylwanię
EXPLORE: Rumunia, Karpaty, Park Apuseni
Rumunia to malownicza kraina położona nad Morzem Czarnym, często pomijana jako kierunek turystyczny – powoli wraca do łask. Znajdziesz tu nie tylko krajobrazy Karpat czy słoneczne plaże, ale także piękne historyczne budowle, niezwykłe zwyczaje i nietuzinkową tradycyjną kuchnię. Karpaty stanowią aż trzydzieści procent powierzchni kraju, co przyciąga miłośników gór. Wizualnie Karpaty Rumuńskie bardzo przypominają krajobraz Tatr – wysokie szczyty i wiele zróżnicowanych wysokogórskich rzeźb, jak polodowcowe jeziora czy kotły.
Widoki zapierają dech w piersi i warte są każdego przejechanego do Rumunii kilometra. Kojarzona głównie Transylwanią i Draculą, Rumunia okazała się całkiem nieźle prosperującym krajem. Drogi są w dobrym stanie, a trasa Transfogarska, przez Karpaty, jest jedną z najpiękniejszych, jakie można zobaczyć w Europie.
Eksploracja Rumunii własnym samochodem terenowym z namiotem dachowym to inny poziom podróżowania. Byliśmy w stanie dotrzeć do miejsc, których „zwykli turyści” nie odwiedzą. Noclegi w górach i widoki – tu zapierało nam dech.

Majówka, która prawie się nie wydarzyła
Na wyprawę do Rumunii szykowaliśmy się już rok wcześniej. Wtedy musieliśmy zmienić plany przez chorobę młodszego dziecka. Postanowiłem więc wybrać się tam z ośmioletnią córką, ale znowu siła wyższa pokrzyżowała plany. Nasz wyprawowy Nissan Patrol przed Węgrami odmówił współpracy, zmielił łożysko w reduktorze, i musieliśmy odpuścić wyprawę.
Wracaliśmy przez całą górzystą Słowację z otwartymi oknami, radiem na maksa, w dźwiękach zgrzytów i trzasków z układu napędowego. Ale teraz to już tylko wesołe wspomnienie.
Nie spoczęliśmy jednak na laurach. W grudniu 2022 zabukowaliśmy zorganizowaną majówkę w Rumunii i to był strzał w dziesiątkę. Namówiliśmy znajomych z dziećmi i razem wybraliśmy się w podróż.

Dziewięć samochodów i jedenaście dni
Z Przygody4x4 znamy się od lat – wcześniej wyjeżdżaliśmy z nimi do Serbii czy Słowenii. Znamy się i lubimy, więc wybór wspólnej jazdy po Rumunii był oczywisty. Wyprawa jak zawsze przygotowana na medal, z dużą ilością atrakcji i fajnych miejsc.
Razem z nami w wyprawie brało udział dziewięć samochodów: trzy Patrole, dwie Toyoty 120, FJ, Wrangler, dwie Toyoty LC 200, jeden Ford Ranger i dzielna Łada Niva. Cała podróż zajęła nam jedenaście dni, z czego osiem po kraju Drakuli.
Trasa zaproponowana przez Marcina na początku wydawała się łatwa – było sporo szutru i asfaltu. Jednak były dni, w których zaznaliśmy prawdziwej off-roadowej zabawy. Skoro byliśmy w pięknej górzystej Rumunii, mieliśmy w naszych ambitnych planach zdobycie ośnieżonego szczytu Gór Bihor – Curcubata, 1769 m.
Niestety, od około 1300 m trafiliśmy na świeży miękki śnieg i mimo niemal pięciogodzinnej walki nie udało nam się osiągnąć celu. Ale sama próba i stawienie czoła tak wymagającej wyprawie dała nam ogromną radość, a momentami emocje sięgały zenitu. To przeżycie zapamiętamy do końca życia.
Innego dnia trafiliśmy na błotne szlaki, które najbardziej dawały się we znaki samochodom bez modyfikacji – tj. bez liftu czy agresywnych opon MT. Zdarzały się też podjazdy, które trzeba było pokonać bardziej technicznie. Tu wspólna praca i odpowiednie prowadzenie pilotów dokonały niemożliwego, doskonale prowadząc mniej doświadczonych uczestników.
Co jak co, ale i nam zdarzyło się rozciąć oponę. Dzięki szybkiej akcji naprawczej w mgnieniu oka usterka została naprawiona. Ktoś tam urwał kawałek błotnika, a jeden Patrol cały dzień próbował się przewrócić na bok. Nie pozwoliliśmy mu mimo trzech prób. Stracił kilka plastikowych osłon, trochę dumy i tylną blokadę, ale jechał dalej, bujając się na swoim trzycalowym lifcie.

Polana Prymuli i ognisko na pięć metrów
Praktycznie każdy dzień przyniósł coś innego, coś niezapomnianego. Co zapamiętaliśmy najbardziej, to Polana Prymuli. Piękny widok ze skalistą przepaścią i ogromną łąką. Zrobiliśmy tam ognisko „na pięć metrów”, a w blasku pełni księżyca rozmawialiśmy i śmialiśmy się przez pół nocy. Następnego dnia, dzięki znajomości botanicznej jednej z osób z ekipy, poznaliśmy storczyki, zawilce, szafirki – no i te piękne prymule, od których polana wzięła nazwę.
Polana Glavoi w Parku Apuseni jest magiczna. Musieliśmy się dobrze schować przed innymi turystami – na szczęście mamy samochody terenowe. Jest majówka i Rumuni także korzystają z wolnych dni, zjeżdżając się w góry na trekking i odpoczynek. To miejsce zapamiętam jako wspaniałe widoki na pofałdowaną krótką trawę, w tle z drzewami sosnowymi i tęczą na niebie.
Warto wspomnieć o wąwozie Galbenei, gdzie szukaliśmy wodospadu. Trasa okazała się być raczej zalanym szlakiem typu via ferrata. Śmiałkowie, poświęcając swoje suche buty, dotarli do celu – z nowymi odciskami na palcach, pozostawionych po metalowych linach i stopniach wbitych w skały.
Odwiedziliśmy Jaskinię Niedźwiedzią, gdzie podziwialiśmy stalagmity i stalaktyty z rozsianymi wszędzie kośćmi starodawnych niedźwiedzi. Mimo zakazu robienia zdjęć i ciągłej obserwacji prowadzących nas Rumunów zdołaliśmy uwiecznić to na kilku zdjęciach.
Jednego dnia wybraliśmy się na trekking na urwisko Groapa Ruginoasa. To wielkie piaskowe zapadlisko. Stojąc na krawędzi urwiska można co chwilę usłyszeć osuwające się kamienie, a w pobliżu jeszcze śnieg i łąki usłane krokusami.
Ruiny zamku Torocsayów w słoneczny dzień wycisnęły z nas zimne poty. Wdrapaliśmy się tam, aby podziwiać piękny widok na okolicę. Później powędrowaliśmy do pobliskiej chaty, aby (wy)kupić różne przetwory z lokalnych owoców.
Jeden z piękniejszych noclegów pod gołym niebem zawdzięczamy potężnej skale w pobliżu wioski Rimetea. Mimo dużego wiatru, spora część grupy udała się na wycieczkę, aby podziwiać fantastyczny zachód słońca na pobliskim szczycie. Następny biwak w okolicach kontrowersyjnej kopalni złota Roșia Montană zapierał dech w piersiach. Skąpane w złotym słońcu srebrne jezioro wypłuczyn cyjankowych błyszczało nawet w blasku księżyca.

Pięć metrów nad ziemią
Gdy nie spaliśmy w zorganizowanych przez Przygody4x4 noclegach hotelowych – a było ich tylko cztery – czekał na nas biwak. Około połowa naszej grupy miała na wyposażeniu namioty dachowe FOLD 4, wszystkie w twardych skorupach. Sami jesteśmy zwolennikami tego rozwiązania, bo wiemy z doświadczenia, że świetnie spisuje się w trudnym terenie. Krzaki, gałęzie, niskie przejazdy lubią zaczepiać i tworzyć na skorupie zadrapania i wojenne blizny. Nie wyobrażam sobie jechać w ostry teren z namiotem w miękkiej obudowie.
Podczas naszych podróży największą zaletą namiotu na dachu jest szybkie rozkładanie, wytrzymałość oraz dużo miejsca. Po średnio ośmiu godzinach jazdy każdego dnia, wielu czynnościach związanych z przygotowaniem posiłków, zajmowaniem się dziećmi, walką w terenie – cieszyliśmy się, że budowanie biwaku jest takie proste. Może wydawać się to trywialne, ale każde zdobyte dziesięć minut wolnego czasu można poświęcić, na przykład, na podziwianie bajecznego widoku pofałdowanej Transylwanii.
FOLD 4 dla rodziny dwa plus dwa to nasz dom na czas wyprawy. Cztery osoby, jedna szybka konstrukcja, pięć metrów nad ziemią. W deszczu, w wietrze, w wysokich górach – działa zawsze tak samo niezawodnie.

Markiza, webasto i dwójka dzieci w terenie
Od strony technicznej dwa samochody z naszej grupy musiały wrócić do Polski z powodu awarii. W obu przypadkach uszkodzeniu uległy tylne mosty. Na szczęście dojechały samodzielnie. FJ walczył cały wyjazd z wyciekającym olejem układu kierowniczego – dolewki na początku były stresujące, ale potem śmialiśmy się z plam, które zostawialiśmy po sobie na lokalnych postojach.
Pogoda przez większość wyjazdu była piękna i słoneczna. Dwa dni pojawiały się burze – obserwowaliśmy je z Polany Glavoi w Parku Apuseni – a raz w nocy temperatura spadła do minus pięciu stopni. Byliśmy na szczęście doskonale przygotowani.
Naszą tajną bronią była markiza OFFLANDER. W czasie opadów deszczu okazała się bezcenna. Szybkość rozkładania i składania, duża powierzchnia, wygoda – to dla nas obecnie podstawa każdej wyprawy, zaraz po namiocie dachowym. Od kilku lat markiza jeździ z nami wszędzie, zima czy lato. Zawsze się przyda.
Mając na pokładzie dwójkę dzieci, trzeba mieć oczy dookoła głowy. Chwila nieuwagi i pobliski strumyk czy błotna skarpa stają się miejscem doskonałej zabawy. Dlatego webasto poza grzaniem namiotu służyło też suszeniu ubrań najmłodszych podróżników w zespole. Połączenie namiotu dachowego z webasto i markizą to dla rodziny w terenie zestaw, który po prostu działa.

Sighișoara, Turda i kolorowe wioski
Z większych miejscowości odwiedziliśmy Sighișoarę oraz Turdę. Turda to miejsce utrzymujące się głównie z kopalni soli, którą zwiedzaliśmy. Miasteczko nie miało szansy zrobić na mnie wrażenia, bo tam głównie spędzałem czas na naprawianiu przebitej opony. Dzięki Marcinowi, naszemu przewodnikowi, temat załatwiliśmy szybko i sprawnie.
Sighișoara natomiast jest ładnym miasteczkiem, gdzie spędziliśmy ostatni wspólny wieczór na zwiedzaniu starówki na malowniczym wzgórzu i małej kolacji na ryneczku.
My z rodziną preferujemy bezdroża i małe lokalne wioski. Tam widać, jak żyją ludzie. Gdzie pasą się krowy, a psy leniwie snują się po uliczkach. Tam, gdzie trzeba pomóc lokalnemu starcowi wepchnąć pod górę starą Dację, która trzyma się w całości tylko dzięki farbie koloru żółtego. To nasz sposób na podróżowanie i nasza pasja w poznawaniu nowych miejsc.
Z bardziej kulturowych miejsc odwiedziliśmy saską wioskę Biertan, gdzie znaleźliśmy jeden z największych spośród dwustu klasztorów warownych w tym rejonie. Ich historia i powód, dla którego je budowano, zrobił na nas wrażenie. Podobny, ale mniejszy klasztor zwiedzamy niedaleko, w Apold. Tam zamiast baszt zwiedzamy głównie kuchnię, gdzie zajadaliśmy się specjalnie dla nas przygotowanymi lokalnymi przekąskami.

Kolorowo. Prosto. Przyjaźnie.
Mimo zauważalnego ubóstwa w małych wioskach, w których widać prostą infrastrukturę i głównie starszych ludzi, czuliśmy się mile widziani. Ludzie są uśmiechnięci i pomocni. Machali przyjaźnie naszej kolumnie samochodów, kiedy przejeżdżamy przez ich wioski. Trąbili i mrugali światłami, kiedy ich mijaliśmy. Często widać wyciągnięty w górę kciuk – nawet wtedy, gdy okrywamy ich tumanami wszędobylskiego kurzu dróg szutrowych.
W niedzielę widać tradycyjne kolorowe długie suknie snujące się po ulicach w drodze do lokalnych prawosławnych kościołów. Kobiety zazwyczaj bywają w towarzystwie kilkorga dzieci z czarnymi czuprynami. Na uliczkach – wystawione na sprzedaż lokalne wyroby z drewna lub naczynia wytopione z miedzi, błyszczące w świetle słońca. W jednej mieścinie zauważamy ewidentny konkurs na największy i najbardziej błyszczący dach, który ponoć ma być najważniejszą częścią domu. Domu, który często nie jest zamieszkały, pewnie z braku funduszy na jego ukończenie.

Słowacja, Eger i winnica Bolyki
Przejechaliśmy przez Polskę, Słowację i Węgry. W drodze do Transylwanii zatrzymaliśmy się na Słowacji – spaliśmy noc w Parku Narodowym Słowacki Raj, na Ranczu Pod Ostrą Skałą. Dość ciekawe miejsce z pięknym widokiem, wystającymi szpiczastymi indiańskimi namiotami i karawanami. W zestawieniu z dobrym piwem, wesołymi Słowakami i pętającymi się wszędzie kozami wspominamy z uśmiechem na twarzy.
Początek maja w górach jest dość zimny, ale my już to wiemy. Dlatego, zaopatrzeni w kalosze i kilka warstw ubrań, spędziliśmy większość dnia na dworze, omijając końskie łajno, kozie bobki i huśtając się na gigantycznej huśtawce zrobionej ze słupów elektrycznych i przerobionej ławki ogrodowej z łańcuchem dla bezpieczeństwa.
W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na Węgrzech, w Egerze, w dość nietypowym hotelu w sercu miasta – z pokojami i salami w stylu średniowiecznym (czy może raczej Hobbita i Wiedźmina). Najciekawsza wizyta czekała nas w winnicy Bolyki, do której planowaliśmy jechać już od wielu lat. W końcu zrealizowaliśmy plan, zwiedzając winnicę z samym właścicielem, który opowiedział nam, jak to się stało, że został winiarzem.
Bolyki to groty wykute w skale na wzgórzach Egeru, połączone korytarzami i zielonymi tarasami przygotowanymi na koncerty i festiwale. Kiedyś wydobywano tam kamień do budowy pobliskiego zamku i budynków administracyjnych w Egerze. Później było tam wysypisko śmieci. A teraz – piękna winnica z niezliczonymi skalnymi halami i wirydarzem ze ścianami sięgającymi ponad dwadzieścia metrów z piaskowego kamienia. Klimat trochę jak z filmów fantasy.
Lubimy dobre wino, więc dodało to animuszu całemu obrazkowi. Kiedy skończyliśmy degustacje, a dzieci wymalowały kredą jedną z kamiennych sal, dociążyliśmy nasz samochód winnym balastem i ruszyliśmy zadowoleni do Polski.

Co zostaje po Transylwanii
Jeśli chcesz przeżyć ekscytującą przygodę życia – odwiedź Rumunię, z całym zapleczem tajemnic do odkrycia. My odwiedziliśmy tylko jej fragment i na pewno tam wrócimy po więcej. To niezwykle urokliwe państwo, którego zwiedzanie samochodem z namiotem na dachu pozostawi wspomnienia na całe życie. Bądź otwarty i uśmiechnięty, jak miejscowi. Szanuj ich teren i kraj, a oni będą szanować ciebie. Jeśli lubisz piesze wycieczki, rumuńskie Karpaty przywitają Cię pięknymi trasami trekkingowymi, a dla fanów wspinaczki – doskonałymi ścianami do jej uprawiania.
Jestem zły na siebie, bo nie wypiłem ani jednej lampki rumuńskiego wina. Tokajskie zapasy w drodze do Rumunii wystarczyły na dłużej, niż się spodziewaliśmy. Ale może to będzie powodem do szybkiego powrotu do tego pięknego kraju.
Szerokości, uśmiechu i carpe diem.

Tekst: Bartek Warot. Pełna wersja reportażu „Kraina Drakuli” ukazała się w magazynie OFF-ROAD PL nr 7-8/2023.
Planujesz własną wyprawę off-road? Zerknij do naszej oferty namiotów dachowych serii FOLD oraz markiz i zadaszeń – sprzętu, który towarzyszył nam na każdym kilometrze tej trasy.
Z serii EXPLORE
- Montenegro – Perła Bałkanów. Tydzień w Czarnogórze z FOLD 4
- Kraina Mercedesa – tydzień off-roadu przez Albanię
- Powrót na Północ cz. 1 – pierwsza długa rodzinna wyprawa z zabudową
- Dlaczego namioty FOLD są SEXY? Porównanie modeli
#travelcampexplore









