
Co tu znajdziesz
Testy zabudów kamperowych, namiotów dachowych i akcesoriów wyprawowych. Relacje z tras – od Bieszczad po Maroko. Poradniki techniczne, instrukcje, FAQ. Nowości produktowe i informacje o targach.
O nas
OFFLANDER to ekipa, która projektuje sprzęt wyprawowy i sama z niego korzysta. Bazujemy w Gliwicach, jeździmy po świecie. Każdy nasz produkt przechodzi testy w terenie – na Bałkanach, w Maroku, na Kaukazie, w polskich Bieszczadach.
travelcampexplore
Kraina Mercedesa – tydzień off-roadu przez północną Albanię
Albania to inny świat. Wczoraj przekroczyliśmy granicę, gnając z macedońskiej Prespy przez Ochryd, asfaltem do Albanii, prosto do miasteczka Prrenjas tuż za granicą. Od razu w oczy rzucają się Mercedesy: stare, nowe, podgnite czy rozbite, wszędzie. Każdy gna przed siebie, jakby zasady ruchu drogowego były tylko sugestią. Do tego myjni samochodowych więcej niż stacji benzynowych. W Prrenjas chłopaki machają wężami, strzelają wodą w niebo, namawiają na mycie. Uśmiechamy się, ale odmawiamy. Jest już późne popołudnie, a my spieszymy się na biwak i spotkanie z przyjacielem, kilkanaście kilometrów szutru przed nami.
To kontynuacja wcześniejszej wyprawy przez Macedonię Północną. Macedonia była jak układanka – każdy kamień Via Egnatia, każda kropla deszczu na Planinie Drenova, każdy kawałek błota w Parku Narodowym Glichica układał się w mozaikę wspomnień. Po dziesięciu dniach szutrów, jezior i burz z gradem przekroczyliśmy granicę. To nie tylko nowa kreska na mapie, to wjazd do Krainy Mercedesa, gdzie stare Benzy suną po dziurawych drogach jak duchy dawnych lat.
Ekipa i plan
Ekipa bez zmian od Macedonii. Mikołaj na czele, dobrze przygotowany na każdą ewentualność, w mocno wysłużonej setce. Darek, zawsze życzliwy, zwany też kiełbasianym królem, w nowym LC250. Jacek w swoim „Białym Misiu”, Patrolu z historią dłuższą niż nasze trasy. Zielony Patrol z Jackiem i Karolem, ojciec z synem w zgranym duo. Dumny czerwony Hilux, równie dzielny jak Magda i Marcin. Ja, jak w Macedonii, nadal solo. Rodzina została w domu, wybierając wielkanocne jajka na miękko.
Plan? Tydzień off-roadu przez albańskie góry, lasy i plaże. Powoli, ale stanowczo do przodu, bo przecież pośpiech zabija przygodę. Albania od razu wita nas chaosem, przydrożnymi myjniami, sikającą wodą na brudny asfalt i widokami, które wbijają w fotel.

Via Egnatia – rzymski bruk pod kołami
Rano ruszamy starym traktem Via Egnatia. Rzymskim brukiem, który od ponad dwóch tysięcy lat rozkręca śrubki karawanom, wozom i autom. Ta droga to prawdziwy zabytek, zbudowana w II wieku p.n.e. przez Rzymian pod wodzą prokonsula Gnejusza Egnacjusza – jako pierwsza taka trasa poza granicami Italii. Łączyła Adriatyk od Durrës w Albanii z obecnym Stambułem, przecinając ponad 1100 kilometrów przez Macedonię i Trację.
W starożytności tłukli się nią kupcy, legiony, a nawet apostoł Paweł w swoich podróżach misyjnych, czy Marek Antoniusz z Oktawianem w pogoni za Brutusem. Dziś to szutry z dziurawych kamieni, które pamiętają imperium. Teraz my się tłuczemy tym brukiem i teraz jest to dla nas idealny test. Na odporność fizyczną i psychiczną.
W Albanii Via Egnatia jest trudniejsza i dłuższa niż jej macedoński odcinek. Bruk ostrzejszy, koleiny głębsze. Schowana w lasach i zagajnikach z okazjonalnym dramatycznym widokiem na przepaście i strome góry. Mój bagażnik dachowy coraz bardziej klekocze i trzeszczy, jakby chciał się rozpaść. To koliduje z rozkoszowaniem się pracą zawieszenia, bo ono jest prawie idealne.

U Darka amortyzator ociera o sprężynę, wydając dźwięk jak zgrzytanie zębami. A Mikołaj… o, to dopiero widok. Pędzi w swojej setce przed siebie, nadawszy tempo, któremu trudno nam dorównać. Zapytany dlaczego tak szybko, narzeka na radiu: „czy wolno, czy szybko, nie ma znaczenia, więc wolę mieć to za sobą szybciej„. Wszystko trzeszczy, nawet jego stawy i krzyż, nawet jego duma i kruszące się kredo kapitana „Slow”. W ramach wyjaśnienia: Mikołaj nigdy nie jeździ szybko, a nawet szybkawo. Jego setka w terenie to demon powolności, trakcji i techniki. Sunie jak żółw, pokonując przeszkody z chirurgiczną precyzją. Więc kiedy nagle gna przed siebie, jakby go diabeł gonił, śmiejemy się na radiu do rozpuku.
Poranek z markizą na wietrze
Poranek w Albanii dla odmiany wita nas słońcem, ale wiatr chce urwać głowę. Rozstawiam kabinę prysznicową Offlandera, mocowaną do markizy. Na początku myślałem, że to zbędny balast, ale sprawdza się jak złoto. W Macedonii, nad Prespą, robiła za ściankę, gdy pięć osób cisnęło się pod dwumetrową markizą. Dziś chroni przed wichurą.
Ustawiam się sprytnie, robię prysznic, piorę ciuchy. Wiatr szybko suszy pranie, a rzepy na markizie trzymają wyprane ręczniki i szmatki do naczyń. Ręczniki papierowe? Nie dla mnie, za dużo śmieci. Wolę proste rozwiązania, może z lenistwa, a może z troski o naturę.

Parki Narodowe – Albania, której nie znacie
Pierwsze dni w Albanii prowadzą przez miejsca, które rzadko trafiają na pocztówki. Park Narodowy Shebenik–Jabllanice, rozciągający się przy granicy z Macedonią, to jeden z najbardziej niedostępnych i najmniej odwiedzanych obszarów chronionych w Europie. Na wysokości ponad tysiąca metrów rosną tam pierwotne lasy bukowe wpisane na listę UNESCO, a w ich cieniu wciąż żyją wilki, rysie i niedźwiedzie brunatne. Ślady człowieka są nieliczne. Mijamy kilka pasterskich wiosek i porzucone bunkry z czasów Envera Hodży.
Dalej droga prowadzi w stronę Gór Skanderbega, pasma nazwą upamiętniającego narodowego bohatera Albanii, Gjergja Kastriotiego Skanderbega, który w XV wieku zatrzymał ekspansję osmańską. Dziś to obszar surowych dolin i stromych przełęczy, gdzie pasterze wciąż wypasają stada owiec, a przyroda nie ustępuje człowiekowi ani na krok.
Późnym popołudniem, wytrzęsieni i totalnie rozklekotani, zatrzymujemy się na lunch na polanie wśród posowieckich ruin silosów oraz zagród dla zwierząt. Całkowicie na odludziu, z dojazdem nieosiągalnym dla zwykłych aut. Zmęczony proponuję drzemkę – coś, czego nigdy wcześniej nie proponowałem. Mikołaj szybko podłapuje i w pięć minut chrapiemy wśród krokusów, gdy Darek czuwa nad nami.

Dolina Skradzionego Lasu
Rano ekipa wstaje z grymasem. Może to poniedziałkowa rzecz, a może kac po wczorajszych tańcach przy ognisku. Żarty o Patrolach kontra Toyotach, które rozbawiały wszystkich przez ostatnie dni, dziś już nikogo nie bawią. Może Via Egnatia dała nam w kość, a może dziesięć dni Macedonii plus Albania to za dużo dla naszych głów. Staram się nie przejmować – dzień zapowiada się wyśmienicie. Cudowne słońce od samego rana.
Wjeżdżamy w dolinę, która zmieni nasz dzień. Z początku w oddali widzimy czarne, majaczące postury. To spalone pnie drzew. Zastanawiamy się, co się stało. Może pioruny uderzyły w drzewa i spłonęły. Przez chwilę myślę. Potem, będąc bliżej, widzimy to dokładniej, łączymy kropki, przypominam sobie film dokumentalny o Albanii i wszystko robi się jasne.

Wiekowe buki, ścięte na wysokości pasa, łatwo i szybko. Byle jak. To sprawka albańskiej mafii. Nielegalna wycinka to plaga, o której huczą w sieci. W regionie Prak Lure i Diber gangi tną lasy na czarny rynek, czasem pod nosem władz. Dane mówią o tysiącach hektarów wykarczowanych w ostatnich dekadach. Większość pni jest czarna, spalona przez pożary. Widok ściska serce. Te drzewa pamiętały wieki, a teraz tylko sterczą w żałobie, na czarno.
Dzisiaj rano siedziałem pod takimi, rozkoszowałem się ich powyginanymi od wiatru ogromnymi gałęziami. Olbrzymie pnie trzeszczące na wietrze. Teraz patrzę w milczeniu i w złości na czarne kikuty. Za zakrętem to samo, na horyzoncie to samo, całe połoniny czarnych kikutów. Zgnite, oszukane i zabite przez chciwych ludzi, w parku narodowym.
Jeziora polodowcowe i wąskie ścieżki
Droga robi się wredna, ale śliczna. Trochę jak kobieta, którą znałem. Ma kształty i jest piękna, ale jak się zapomnisz, to pożałujesz. Skaliste ścieżki, wykute w stromych zboczach, ledwo przepuszczają auta. Głazy tarasują szlak, a w ciasnych przesmykach samochody mieszczą się na milimetry. Co się nie zmieści, musi odpaść. Tracę kawałek błotnika, ten centymetrowy kawałek, który wystawał.
Często się też zatrzymujemy, aby odgruzować drogę. Wtedy widzę skały i głazy, które gęsto wiszą nad głowami. Wpatruję się w nie i zastanawiam się, jak to wszystko się razem trzyma. Przecież wygląda, jakby zaraz miało na nas runąć. Lepiej o tym nie myśleć – odwracam wzrok w stronę przepaści.
Mimo że pogoda dopisuje, jest tylko dziesięć, może dwanaście stopni. Jakoś mi to nie przeszkadza, jadę w czapce z otwartym oknem i rozkoszuję się widokiem. W rytm przyjemnego klekotu V8 przypatruję się temu wrednemu widokowi. Nitka przeszywająca ogromny masyw górski – tam, przed nami, tam gdzie jedziemy.

Mijamy kolejne polodowcowe jezioro, potem drugie i kolejne. Lśnią na granatowo jak klejnoty wśród wapiennych szczytów. Mijamy pastwiska. Mijamy fioletowe krokusy. Chmury tańczą na niebie. Cudowna cisza.
Wieczorem znajdujemy miejsce na biwak, ale ekipa się dzieli. Część wybiera małą alkowę, osłoniętą od wiatru, bezpieczną jak bunkier. Ja namawiam Darka i Mikołaja na punkt z widokiem. Mimo że wieje tam dość mocno, widok jest ważny. Jeziora w dole, góry na horyzoncie, coś, co zostaje w pamięci. Przy ognisku atmosfera gęstnieje. Drobne niesnaski, zmęczenie, może za dużo dni na szlaku. Patrzę na iskry, na cienie gór, i myślę, że Albania testuje nie tylko auta, ale i nas. Zwijam się w śpiwór. Jutro jest nowy dzień, który trzeba dobrze schwytać.
Z Bogiem, bez Boga – historia, która zaskakuje
Podróż przez Albanię to także wędrówka w historii i religii. Wieczorami w namiocie dachowym albo rankiem pod drzewami sięgam po przewodniki i wgryzam się w historię kraju. Albania od zawsze leżała na skrzyżowaniu dróg. Przez te góry i doliny przewijały się plemiona Ilirów, legiony rzymskie, bizantyjscy władcy i tureccy paszowie.
To tutaj narodziła się legenda Skanderbega, który w XV wieku zjednoczył Albańczyków i przez lata odpierał Turków. Potem przyszło pięć stuleci Imperium Osmańskiego, które wprowadziło islam i zmuszało do zmiany wiary, choć w górach długo brzmiały jeszcze dzwony kościołów i cerkwi.

W XX wieku doszło do paradoksu. Enver Hodża ogłosił Albanię pierwszym ateistycznym państwem świata, zakazując jakiejkolwiek religii i zamykając świątynie. A właściwie burząc je i wycinając w pień świętobliwych. Wielu księży i biskupów zostało aresztowanych, torturowanych i zabitych. Setki kościołów zniszczono lub zamieniono w magazyny.
Następny zwrot akcji już tylko dwadzieścia parę lat później. Ramiz Alia zezwolił na praktyki religijne i powiedział, że religia jest sprawą prywatną. Dziś obok meczetów stoją cerkwie i kościoły, ale większość ludzi podkreśla, że religia to sprawa prywatna. Ta mieszanka Wschodu i Zachodu, islamu, chrześcijaństwa i ateizmu to coś, co czyni Albanię naprawdę wyjątkową.
Może morze?
Po dniach spędzonych w górach coraz częściej myślami uciekamy ku morzu. Ja wolę góry i na plaży czuję się nieswojo. Nie wzbudza we mnie tyle emocji co u innych. Niemniej w oddali, za kolejnymi grzbietami i dolinami, czeka Adriatyk. Inny świat, pachnący solą i rybami, gdzie góry opadają prosto do wody.
Zjeżdżając z gór, na szczytach sosnowego lasu, widzimy wielkie białe sieci pajęcze zwinięte w kokon. Żartujemy, że skoro nie zjadły nas skorpiony w Turcji ani węże w Tunezji, to może tarantule spróbują w Albanii. Bardziej prawdopodobne, że to kokony dużych motyli, ale wygląda to niepokojąco – mają wielkość jednej lub dwóch pięści.
Dalej kierujemy się w stronę rezerwatu Kune Vain Tale. Plaża rozczarowuje – śmieci grają pierwszy plan, szary brudny piasek drugi, morze ze świecącym mu słońcem trzeci. Ekipa szybko wbiega do morza na kąpiele. Ja walczę z namiotem i markizą. Klekoczący dach doprowadza mnie do szału – odkręcam markizę, mocuję dodatkowe podkładki, wymieniam pękniętą śrubę. Mikołaj przychodzi z pomocą, daje mi kawałki gumy. Ma ze sobą kupę szpargałów – śrubki, nakrętki, gumy. Biorę gumy w zamian oddaję WD-40, bo Mikołaj zmaga się z piszczącym sworzniem od kilku dni.
Wieczorem siedzimy w klapkach i krótkich spodenkach – kilka godzin temu byliśmy w polarach. Typowy albański zwrot akcji.

Pijemy mocne albańskie espresso w przydrożnej knajpie, do której zjeżdżają się głównie mężczyźni z okolicznych wiosek. Mrużymy oczy od słońca i podziwiamy starego Mercedesa W123 jeszcze na niemieckich blachach. Mój tato takiego miał i był to prawdziwy powód do dumy. Teraz, po ponad czterdziestu latach, niewiele się zmieniło. Samochód, który został tak dobrze skonstruowany, że potrafi przejechać ponad milion kilometrów, czasem na oleju z frytek. Wciąż sunie przed siebie, śmiejąc się z młodzików motoryzacji i obecnych trendów. To żywy dowód, że to naprawdę Kraina Mercedesa.
Dolina Teth i lekcja o paliwie
Poza rozklekotanym dachem, miałem swój dramat w Szkodrze. Zamiast zatankować, stwierdziłem, że trzy czwarte baku spokojnie wystarczy. Plan był prosty – przejechać kawałek, a potem dolać tańsze paliwo już w Czarnogórze. Niestety, zamiast „kilkunastu kilometrów” zrobiło się kilka godzin jazdy w stronę Teth. Wskaźnik paliwa uparcie spadał, a stacji benzynowych ani widu, ani słychu. Na domiar złego, wiedziałem też, że następnego dnia będę musiał wracać tą samą drogą. Próbujesz zaoszczędzić parę groszy, a potem płacisz podwójnie. Ja zapłaciłem stresem.
Droga w głąb doliny Teth była jednak tak piękna, że stres odchodził z każdym kilometrem. Asfaltowa, ale pięknie kąpała się w słońcu, którego mieliśmy tak mało w ostatnich dniach, którego tak wszyscy łaknęliśmy. Przy otwartym oknie wsłuchuję się w szum rzeki Kir, w odgłosy mruczącego silnika oraz w popiskiwanie lewego łożyska. Tak, to też zaczęło śpiewać swoją pieśń. Na szczęście po zrobieniu następnych dwóch tysięcy kilometrów dowiedziałem się, że to tylko hamulce. Niemniej, pisk bardzo nieprzyjemny.
Brniemy coraz bardziej w stronę Parku Narodowego Teth. Biwaku jednak tu chyba nie znajdziemy – droga jest coraz bardziej wąska i kamienista. Wszystkie małe i płaskie miejsca są już zajęte przez farmerów, którzy od setek lat pasą tu owce i uprawiają warzywa. Dolina jest dzika i surowa. Mamy sporo szczęścia – za chwilę znajdujemy małe ujście przy starym moście nad rzeką. Tam rozstawiliśmy obóz. Zbici razem tuż nad samą rzeką.

Poświęcam ostatni mój biwak na brodzenie w lodowatej wodzie, rozmawiam jeszcze z moimi przyjaciółmi, bo jutro rano będę wcześnie wyruszać w trasę powrotną. Śpię niespokojnie, jakoś mi smutno. Może to zmęczenie, a może przeświadczenie, że wszystko jest takie ulotne. Szybko przemija. Czasem skupiamy się za bardzo na problemach, zamiast na „tu i teraz”. Był to ostatni dzień. Ciepły, słoneczny, spokojny – jakby kraj chciał dać nam prezent na pożegnanie po całym trudzie i kurzu minionych dni.
Koniec i początek
Następnego poranka rzeczywiście wyjeżdżam wcześnie rano i jakoś błądzę po drodze. Plan miałem całkowicie inny, a pojechałem całkowicie inaczej. Jadę w stronę Puli w Chorwacji i niepotrzebnie przez Bośnię i Hercegowinę. Może. Odwiedziłem jednak przelotnie miejsca, w których kiedyś już byłem, które przypomniały mi o poprzednich podróżach. To miłe wspomnienia.
Teraz, pisząc ten artykuł, jestem już po miesięcznej wyprawie po Skandynawii, na którą wybraliśmy się tylko z rodziną. W wietrznej oraz deszczowej krainie, gdzie spotkało nas wiele wyrzeczeń oraz wiele przepiękności. Gdzie poznaliśmy siebie i nasze mocne oraz słabe strony. Gdzie poznaliśmy, że jesteśmy tylko kropelką wody na wietrze w świecie natury. Małą i ulotną.
Przypominając sobie teraz Albanię i fakt, jak miło wspomina się przeszłe czasy, które zazwyczaj w naszej pamięci są już odpowiednio wyprane z nieprzyjemności, życzę sobie, mojej rodzinie, moim współpodróżnikom oraz Wam, żeby każdy dzień w podróży był szczególnie ważny i szczególny. Żeby mimo zimna, mimo niezgody, mimo tego czy tamtego, łapać dzień. Ja na pewno się tego staram nauczyć.
Szerokości, uśmiechu i carpe diem.
Tekst: Bartek Warot. Pełna wersja reportażu „Kraina Mercedesa” ukazała się w magazynie OFF-ROAD PL nr 9-10/2025.
Planujesz własną wyprawę off-road? Zerknij do naszej oferty namiotów dachowych TRIANGLE oraz markiz i zadaszeń – sprzętu, który towarzyszył nam na każdym kilometrze tej trasy.
Z serii EXPLORE
- Dlaczego namioty FOLD od OFFLANDER są SEXY? Porównanie modeli
- Co nowego w FOLD-ach w sezonie 2026?
- Namioty dachowe OFFLANDER – przewodnik po modelach FOLD, TRIANGLE i SOFT
#travelcampexplore









