
Co tu znajdziesz
Testy zabudów kamperowych, namiotów dachowych i akcesoriów wyprawowych. Relacje z tras – od Bieszczad po Maroko. Poradniki techniczne, instrukcje, FAQ. Nowości produktowe i informacje o targach.
O nas
OFFLANDER to ekipa, która projektuje sprzęt wyprawowy i sama z niego korzysta. Bazujemy w Gliwicach, jeździmy po świecie. Każdy nasz produkt przechodzi testy w terenie – na Bałkanach, w Maroku, na Kaukazie, w polskich Bieszczadach.
travelcampexplore
Montenegro – Perła Bałkanów. Tydzień w Czarnogórze z FOLD 4
EXPLORE: połoniny Durmitor, Most nad Tarą, jezioro Pivno
Czarnogóra (Crna Gora) to stosunkowo młode państwo – od 2006 roku, po przeprowadzeniu referendum, oficjalnie oddzielone od Serbii. Sąsiaduje z Chorwacją, Albanią, Bośnią i Hercegowiną, Serbią i Kosowem. Położenie geograficzne sprawia, że jest niezwykle urozmaiconą i bogatą w faunę i florę „perłą Bałkanów”. Znajdziesz tu dzikie plaże, rozległe równiny, skaliste zbocza, ale też jeziora, polodowcowe doliny i piękne historyczne miasteczka.
Byliśmy w Czarnogórze w sierpniu i spodziewaliśmy się większego ruchu turystycznego. Ale to może dlatego, że unikaliśmy głównych miast i atrakcji, skupiając się na przebywaniu z naturą. Zdarzało nam się zmieniać plany, kiedy szlak okazywał się zbyt wymagający, lub po prostu stwierdzaliśmy, że dane miejsce jest tak piękne, że chcemy zostać trochę dłużej. Nie trzymaliśmy się sztywnego planu – korzystaliśmy z tego, co dawał nam dany dzień.
Pogoda była w miarę słoneczna i oszczędziła nam błotnistych przepraw przez nieznane. Temperatura jednak nie była aż tak korzystna – wahała się od trzech do trzydziestu siedmiu stopni. Wymagało to częstej zmiany ubioru: rano rześko, w ciągu dnia parno, w nocy zimno. Wiele zależało od wysokości, ale ogólnie oscylowaliśmy między 1300 a 1800 metrów nad poziomem morza. Mimo zepsutego webasto i braku ciepłej wody radziliśmy sobie znakomicie i cieszyliśmy się niezwykle piękną przyrodą.

Nieoczekiwana wyprawa
Czarnogóra oficjalnie nie była zaplanowanym punktem naszego wyjazdu. Znaleźliśmy się tam w drodze, żeby odebrać rodzinę z lotniska. Głównym kierunkiem była Bośnia i Hercegowina, a potem Albania – ale o tym opowiemy następnym razem.
Czytając burzliwą historię Czarnogóry, nie spodziewaliśmy się zbyt wiele. Okazało się jednak, że to piękny kraj. Kiedyś gdzieś w głowie tlił się pomysł, żeby zwiedzić to niewielkie państwo, ale nigdy nie było to wysoko w priorytetach wyjazdowych. Czasami jednak życie pisze dla nas inne scenariusze – a to był właśnie jeden z nich.
Czarnogóra okazała się niezwykle urokliwym miejscem pełnym niespodzianek. Ukształtowanie terenu wymagało wielu umiejętności technicznych, nabytych przez nas w wielu wcześniejszych wyjazdach. W przeciwieństwie do Bośni i Hercegowiny, Czarnogóra jest trudna w jeździe terenowej. Większość ścieżek to skaliste i wyboiste przejazdy pełne ostrych kamieni lub wypłukane drogi z przepaścią na kilkaset metrów w dół. Nie powstrzymuje to lokalnej ludności od korzystania z tych „dróg” popularnym VW Golfem 1 i czasem bardziej wypasioną „dwójką”. Często wiozły owce w środku lub uśmiechniętych lokalnych farmerów.

Wrzuciliśmy na luz
Od kiedy zebraliśmy już trochę doświadczenia w podróżowaniu, zmieniły się nasze priorytety. Ostatnia trasa, którą planowaliśmy, to była Grecja. Plan na tyle intensywny, że nie było czasu na bycie z naturą i podziwianie tego, co wokół. Nie mówiąc już o odpoczynku, którym tak naprawdę powinna być wakacyjna wyprawa, przynajmniej dla umysłu. W Grecji nie było zbyt wielu odstępstw od planu, trasy zmienialiśmy nieznacznie i pędziliśmy, żeby zdążyć w dane miejsce na czas.
Tu było całkowicie odwrotnie. Plan był, oczywiście – zapoznaliśmy się z rysem historycznym miejsc, które mieliśmy odwiedzić, a także zabytkami i widokami wartymi obejrzenia. Jednak posiadanie w ekipie kogoś, kto był już w tej części Bałkanów, sprawiło, że podeszliśmy do tego z odpowiednim luzem. Podróż i przygoda była dla nas cenniejsza niż cel. Trzymaliśmy się starych przykazań: nie wyjeżdżamy później niż o jedenastej i kończymy jazdę w okolicy siedemnastej. Mieliśmy czas na biwak, spacery lub po prostu patrzenie przed siebie.
W naszej ekipie miało się znaleźć pięć samochodów, ale docelowo jechaliśmy w dwa. Ja z rodziną plus mój przyjaciel Mikołaj ze swoją. Dzięki temu, że Miki był w Czarnogórze na majówce, albo dzięki temu, że ma o wiele więcej doświadczenia ode mnie, mieliśmy dużo większy komfort. Postawiliśmy na naturę i do miast zjeżdżaliśmy tylko po zakupy. Ominęły nas tłumy turystów zwiedzających popularne kurorty takie jak Žabljak. Udało nam się jednak spotkać kilku lokalnych pastuszków, co pozwoliło ocenić, że ludzie są tu bardzo mili i uśmiechnięci, nawet dla przyjezdnych.

Pierwszy nocleg i wspólne wakacje
Pędzimy z Bośni i Hercegowiny. W połowie dnia przekraczamy mini granicę w Bobotovo Groblje i spędzamy ponad godzinę na czterdziestu kilometrach krętej drogi, gdzie długość prostego odcinka to maks trzysta metrów. Ku naszej przykrości jest to asfalt – którego jest znacznie więcej niż w Bośni. Dojechaliśmy do miasteczka Nikšić, gdzie zrobiliśmy niewielkie zakupy i zabraliśmy się za poszukiwania biwaku.
Padło na urokliwe okolice tamy Jeziora Slansko. Tereny zalewowe były niezwykle urokliwe, a wypasający owce pastuchowie dopełniali sielskiego obrazka spokoju i ciszy.
Drugiego dnia pojechaliśmy na lotnisko do stolicy – Podgoricy – po rodzinę. Ta część wyprawy stanowiła nasze wspólne wakacje. Zrobiliśmy zakupy i wspólnie wyruszyliśmy na szlak. Mozolna wspinaczka na ponad 1900 metrów przez kamienne serpentyny i dwudziestostopniowe nachylenie ujawniła prawdziwą naturę Czarnogóry. Reduktor, blokada przodu i niekończąca się wspinaczka, przeplatana przerwami na lunch i ochłodę w miejscowych strumykach z zimną górską wodą.
Wszystko to, żeby spotkać się z Mikołajem przy jeziorze Rikavačko, gdzie zaplanowaliśmy nocleg. Kolejne spotkanie z lokalną społecznością pasterzy – tym razem krowy i byki. Rozbicie biwaku i w końcu chwila wytchnienia z fenomenalnym widokiem.

Najpiękniejszy dzień całego wyjazdu
Kolejne dni mijały na biwakowaniu w totalnie luzackiej atmosferze – natura, brak pośpiechu. Kierując się w stronę niewielkiej wsi Mateševo, mijamy zjawiskowe kaniony i połoniny, żeby w końcu rozbić biwak w korycie rzeki Tara.
Poranny wyjazd z biwaku, kilka błędów później – i prawie topimy samochód. Cała maska samochodu znajdowała się pod wodą, jak i okna pasażerów. Adrenalina szybko podskoczyła w rytmie krzyków załogi. My zawsze w coś się musimy wpakować, za to Miki ma się z czego nabijać.
Zmierzamy w stronę Kolašina, żeby uzupełnić zapasy i paliwo. Szybko opuszczamy miasteczko i od razu zaczynamy się wspinać pod górę na jedną z największych połonin Montenegro. Pokonanie jej zajmuje nam większość dnia. Szutrowe wyboiste drogi szybko zamieniają się w bardziej wyrypane odcinki pomiędzy górskimi lokalnymi osadami. Wszędzie wokół skała i łąka, a za każdą górką i każdym zakrętem czeka to samo.
Pędzimy w stronę Žabljaka, bardzo popularnego miejsca turystycznego. Nie ma się co dziwić – położony u podnóży gór Durmitor i szczytu Bobotov, z Czarnym Jeziorem w sercu. Szybko zawróciliśmy jednak na połoniny, żeby podziwiać widoki z daleka. Zachód słońca był niebotyczny. Robi się szybko zimno, rozpalenie ogniska graniczy z cudem, ale nie poddajemy się – i kolejną noc spędzamy na łonie natury.

Most nad Tarą i kanion Nevidio
Kolejne dni mijają na przemieszczaniu się w następne ciekawe miejsca. Stary, ikoniczny Most nad Tarą, gdzie poza spacerem przez most, tyrolką można pokonać prawie cały kanion. Dalej mijamy Žabljak i zwiedzamy kolejny kanion – Nevidio. To miejsce, gdzie moczymy stopy w zimnej rzece Komarnica.
Naszą wyprawę przez Czarnogórę kończymy po odpoczynku nad jeziorem Pivno. Turkusowe wody. Zaraz potem obserwujemy ręcznie wykute w skałach tunele niedaleko zapory Mratinje. Robi to na nas ogromne wrażenie.
Nocleg w towarzystwie stada dzikich koni
Brzmi jak wymarzone miejsce na rozbicie biwaku. I tak też było.
W drodze do Chorwacji, w okolicach Livna, zatrzymaliśmy się na nocleg początkowo w schronisku, które okazało się zamknięte. Jednak to, co czekało nas później, przerosło najśmielsze oczekiwania. Wjechaliśmy kawałek dalej na ogromną otwartą przestrzeń z widokiem na góry i stada dzikich koni. Stado liczyło podobno pięćset sztuk. Budzące nas rżenie koni z rana pozostanie w pamięci na długo. Szkoda, że musieliśmy wyruszyć z tego miejsca z samego rana.

FOLD 4 – nasza twierdza, nasz dom
W trakcie wyprawy towarzyszył nam niezmiennie namiot OFFLANDER FOLD 4, który dla rodziny dwa plus dwa jest idealnym wyborem. Wszechstronny, duży, wygodny. Rozkłada się go szybko i intuicyjnie. Całą podróż spędziliśmy biwakując – nie mieliśmy potrzeby nocowania w hotelach nawet w dni, kiedy pogoda nam nie dopisywała.
Do namiotu zabraliśmy też markizę Wing 270, która sprawdziła się doskonale. Zarówno w dni, kiedy żar lał się z nieba, dając cień – jak i te, kiedy padał deszcz. Mogliśmy swobodnie zjeść posiłek czy napić się kawy. Markizę rozkłada się błyskawicznie, nie wymaga dodatkowej podpory, a po złożeniu jest w miarę niewielka.
FOLD 4 to nasza twierdza, nasz dom. Kochamy go. Po prawie tygodniu w połoninach Czarnogóry, w skrajnie różnych temperaturach i warunkach, namiot dachowy z twardą skorupą po prostu działa – i to jest największa rzecz, jaką można powiedzieć o sprzęcie wyprawowym.

Co zostaje po Czarnogórze
Spędzenie prawie tygodnia w Czarnogórze pozwoliło nam się wyluzować i zmienić całkowicie zdanie o tym kraju. Jest wymagający w podróży – oczywiście, w zależności od tras – ale oddaje pięknem przyrody i krajobrazem. Niejednokrotnie widoki zapierały dech w piersiach.
To miejsce nie bez powodu nazywane jest Perłą Bałkanów. Polecamy je na podróż kamperem, samochodem lub terenówką z namiotem dachowym. Warto przeżyć to na własnej skórze.
Czarnogóra zostawiła nas też z czymś więcej niż zdjęciami – z lekcją, że nie wszystko trzeba planować z wyprzedzeniem. Czasami najlepsze przygody pojawiają się w drodze do innego celu. Wystarczy nie być za bardzo przywiązanym do planu i pozwolić, żeby coś się wydarzyło. Dla nas Czarnogóra była właśnie takim niezaplanowanym darem.
Na pewno tam wrócimy.

Szerokości, uśmiechu i carpe diem.
Tekst: Bartek Warot. Pełna wersja reportażu „Montenegro z OFFLANDER – Perła Bałkanów” ukazała się w magazynie OFF-ROAD PL nr 11-12/2023.
Planujesz własną wyprawę po Bałkanach? Zerknij do naszej oferty namiotów dachowych serii FOLD oraz markiz i zadaszeń. FOLD 4 z markizą Wing 270 to nasz sprawdzony zestaw rodzinny, który przeszedł testy w skrajnie różnych warunkach – od albańskich skał po czarnogórskie połoniny.
Z serii EXPLORE
- Kraina Drakuli – jedenaście dni off-roadu przez Transylwanię
- Kraina Mercedesa – tydzień off-roadu przez Albanię
- Powrót na Północ cz. 1 – pierwsza długa rodzinna wyprawa z zabudową
- Dlaczego namioty FOLD są SEXY? Porównanie modeli
#travelcampexplore









